Obudził się w ciemnym pomieszczeniu, bolała go głowa i wyczuł, że leży na podłodze a nie na łóżku, gdyż było mu miłosiernie niewygodnie. Obrucił sie z boku na bok, aby odciążyć obolałą stronę, a potem powoli wstawał, niepewnie, jakby robił to pierwszy raz. Głowa strasznie go bolała, można powiedzieć, że ktoś nieustannie walił w jego głowie dzwonem, walił i walił i nie chciał przestawać.
Z ledwością usiadł, a oczy powoli przyzwyczaiły sie do ciemnośći. Odethcnął parę razy, wziął oddech i pomagając sobie rękoma udało mu sie wstać, lecz nogi miał miękkie, jak z waty i chwiał sie na nich. Wzrok był już przygotowany na ciemność i człowiek, który znajdował sie w tym ciemnym pomieszczeniu, zaczął po nim krążyć, w poszukiwaniu światła, wyjścia, czy może też własnego ja.
Po chwili błądzęnia po omacku, natknął sie na stół, a włąściwie,ze znaczną siłą wbił sie w jego narożnik udem. Ból jednak nie był silniejszy niż boląca głowa, więc szybko o nim zapomniał. W ciemności zauważył kształty świecznika, a w pobliżu zapałki. Odpalił jedną i nagle w otchłani ciemności zabłysnął lekki, malutki płomyk. Od razu spostrzegł świecznik z trzema świeczkami i po koleji odpalał każdą z nich. W pomieszczeniu zrobiło sie na tyle jasno, by mógł zauważyć, że nie ma w nim drzwi i okien. Wziął świecznik w dłoń i zaczął oglądać każdy zakamarek ściany w poszukiwaniu wyjścia. Jego opanowanie i spokój było zadzwiwiające, chyba nawet dla niego też. “Gdzie ja jestem? Czemu jestem taki obolały i dlaczego sie nie denerwuje? Kim ja jestem…?”
Te pytania krązyły mu w głowie przez cały czas, aż do momentu gdy znalazł pożółkłą kartkę, złożoną naosiem częśći.
Pozstawił świecznik i zaczął kartke rozkładać, im mniej było do rozłożenia, tym bardziej nerwowo i szybko ją rozkładał, o mało co nie drząc jej na pół. Na dużej kartce było tylko pare zdań, które, mimo iż ilość ich nie była spora, wywołały strach u czytającego je człowieka.
” Jesteś Joe Black.
Jestes tutaj i juz nigdzie indziej.
Śmierć zależy od Ciebie.
Nigdy nie będziesz wolny.
Nie znasz przeszłości, ale może uda Ci sie ją odtworzyć.
Nie znasz przyszłości i niekoniecznie musisz ją poznać.”
Kartka wypadłą mu z rąk. Wiedział kim jest. Nie, wiedział tylko jak sie nazywa i , że umrze . Usiadł na znajdującym sie łóżku. Zaczął płakać. Łzy spadały na czerwoną podłogę i szybko wysychały. Przez załzawione oczy , to małe pomieszczenie wydawało mu sie pokręcone, niekształtne, jeszce bardziej wzbudzające lęk przed ciemnością iśmiercią.
- Joe Black! Oto kim jestem!
Krzyknął, tak mocno jak potrafil i nasłuhiwał. Modlił sie o to by ktoś usłyszał go. Wpadł w szał! Zaczął wrzeszczeć “Tu jestem! Na pomoc! Wypuścice mnie stąd!” , lecz nikt jego wołań nie słyszał, nikt, dosłownie nikt. Gdy sie zmęczył krzyczeniem, znowu zaczął szlochać, zrezygnowany połóżył sie na łóżko i wtedy zaczął działąć budzik w jego zegarku. Wskazywał zegarek godzinę 6, ale nie był w stanie określić jaka to pora dnia. Pikający zegarek po chwili ucichł, a Joe zasnął. Nastała absolutna cisza.
